Duchowość Czarownic, Pasja Życia

AMBICJA W ZGODZIE Z EMOCJAMI. PEŁNIA W ZNAKU RYB

Życie jest dużo mniej przewidywalne niż nam się wydaje. Nawet kiedy mamy na nie dobry plan. I nie chodzi nawet o nieprzewidywalność natury czy zawodność technologii, ale o nas samych oraz o ludzi, z którymi nasze losy są powiązane. Do końca nie znamy bowiem siebie i nie wiemy na pewno, jak zachowamy się w nowych - szczególnie w tych trudnych - sytuacjach; tym bardziej nie znamy innych i nie możemy przewidzieć ich przyszłych reakcji. A tymczasem nie raz przyjmujemy, że dla późniejszego poczucia pełni, szczęścia, relaksu, korzystania z życia – które jedynie zakładamy, że nastąpi, gdy osiągniemy swoje cele – z zadbania o siebie w taki sposób, by z miejsca te właśnie jakości poczuć, teraz musimy zrezygnować.

Do tego dochodzi dosyć powszechne przekonanie, że im więcej i ciężej pracujemy, tym więcej i szybciej zyskamy to, do czego dążymy. Przekonanie najczęściej zupełnie pomijające fakt, że człowiek to nie maszyna i że jego efektywność oraz zdolność koncentracji zmniejsza się z każdą kolejną godziną poświęconą (bez lub z małymi przerwami) danemu zadaniu.

Czas Pełni w Rybach to czas celebracji nas w tym, gdzie w szerszej perspektywie emocjonalnie się znajdujemy. W zmienności, nieprzewidywalności, a czasem konflikcie interesów/pragnień/wizji, jakie reprezentują płynące w dwie różne strony Ryby. Bez negowania potrzeby i dobroczynności planowania, bez sugerowania, żeby rzucić wszystko i zatopić się w rodzących się w danej chwili odczuciach, ale kładąc nacisk na to, że nasze szczęście zależy nie od odhaczonych w kalendarzu punktów czy zewnętrznych osiągnięć, ale od tego co robimy z emocjami, które są w nas „tu i teraz”.

Co więc zrobić, kiedy z jednej strony chcemy iść według planu, tak, by nie stracić celu z oczu i jak najszybciej do niego dojść (tak nas przecież wyszkolono: cel, plan, harówka), a jednocześnie nauczyć się odpuszczać, kiedy ciało/umysł/emocje* czują, że gnamy zbyt szybko?

(1) Po pierwsze, cele, które sobie wyznaczyliśmy, poprzeć LISTĄ „ZA” (innymi słowy wypunktowaniem odpowiedzi na takie pytania jak: Dlaczego to robię? Jaka jest moja najgłębsza motywacja? Co zyskam, kiedy już to osiągnę?).
Taką listę trzymamy przy łóżku czy na biurku i co rano czytamy. Jako przypominajkę, jako motywator, ale najważniejsze, jako narzędzie, które pomoże nam sprawdzić ze sobą, czy na tą konkretną chwilę, na ten dzień, my jako całość (jako umysł, emocje, ciało oraz dusza) za ważniejsze uznajemy bezpośrednie dążenie do swoich celów (konkretne, ukierunkowane działanie) czy pośrednie (zadbanie o siebie, o swoje siły, przestrzeń dla kreatywności, poczucie szczęścia i pełni, o swój odpoczynek).

(2) Po drugie, nie przedkładać możliwości (zdobycie dyplomu/certyfikatu/ukończenie kursu, który otworzy dotychczas zamknięte przed nami drzwi) ponad to, jak się czujemy.
Raz, że ostatecznie zawsze i tak chodzi o emocje; o to, że zakładamy, iż w chwili dojścia do upragnionego celu, poczujemy coś, czego nie czujemy teraz: satysfakcję, dostatek, wolność bycia lub tworzenia, poczucie, że jesteśmy więcej warci, że ktoś nas docenił czy uznał itd. Dwa, że nie mamy żadnej gwarancji, że jutro jeszcze będzie dla nas istniało, nie mówiąc o czasie za rok, dwa czy dziesięć lat.

(3) Po trzecie, nie rezygnować z planu, ale na dany dzień nie wyznaczać sobie więcej zadań priorytetowych niż 2, maksymalnie 3.
Zadań priorytetowych to znaczy najważniejszych z punktu widzenia naszego głównego celu. Do tej listy możemy dodać ze 2-3 kolejne w opcji „w zależości od samopoczucia”, ale tylko pod warunkiem, że nasza głowa nie poczuje w tym wyzwania i nie będzie robiła nam wyrzutów, jeśli coś z listy dodatkowej nie zostanie zrobione w założonym czasie.

(4) Po czwarte, wyluzować i na każde opóźnienie patrzeć z perspektywy kilku, a nawet kilkunastu lat.
Czy tydzień, miesiąc, a nawet rok opóźnienia względem wstępnych założeń ma tak wielkie znaczenie? I czy nie warto zaryzykować, że może po nosie dostanie nasza potrzeba posiadania wszystkiego pod kontrolą i ambicja, ale codzienność zyska na jakości, bo zacznie pobudzać w nas te odczucia, do których dopiero nasz cel miał nas doprowadzić?

Te cztery punkty to moje sposoby na radzenie sobie z głęboko zakorzenionymi przekonaniami, o których wspomniałam na wstępie, i mam nadzieję, że – jeśli postanowisz je wykorzystać - posłużą Ci tak samo dobrze, jak służą mi. A jeśli masz swoje, inne, wypracowane metody do utrzymywania balansu pomiędzy potrzebami umysłu i ciała, a tym samym do przeżywania życia jako szczęśliwszego, zachęcam Cię do podzielenia się nimi w komentarzu. Nasze osobiste doświadczenia to skarb, który możemy pozostawić dla siebie (i jest to jak najbardziej ok), ale możemy się nim podzielić i dać innym możliwość skorzystania z naszej życiowej mądrości.

Pięknego dnia i pięknej celebracji Pełni już w najbliższą niedzielę! <3

 

 

 

* O podejmowaniu decyzji w zgodzie ze wszystkimi czterema ośrodkami (umysłem, ciałem, emocjami oraz sercem) opowiadam w nagraniu "Jak podejmować dobre decyzje".

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *