Pasja Życia, Relacje

DAWANIE PREZENTÓW. KOCHAM, LUBIĘ, NIENAWIDZĘ

O kupowaniu prezentów pod datę, rękawicy rzuconej tradycji i 5 językach miłości wg. Garego Chapmana

#PraktykaDobrychWibracji

Kupowanie prezentów pod datę… Czy ktoś jeszcze tego nie cierpi?

Na co dzień ludzie nie pamiętają o prezentach. Na pewno nie Ci zagonieni, zapracowani, zmęczeni życiem i sobą. Poza tym obdarowywanie podarunkami to tylko jeden z 5 języków miłości*, co oznacza, że – przyjmując równy podział - jedynie ok. 1/5 z nas ma ten odruch naturalnie wbudowany w sposób myślenia. A więc dla ludzi jako ogółu może i potrzebne są konkretne daty; takie, które wpisujemy w kalendarz na ścianie, wklepujemy w telefon i pamiętamy, bo musimy. Kara za niepamiętanie – foch, ciche dni, wyrzuty w formie słownej lub talerzo-o-ścianę-rzucanej - jest zwykle wystarczająco wysoka, by do tego zmotywować.

Moja przyjaciółka ma urodziny. Za 3 miesiące. A ja już wczoraj kupiłam jej prezent. I żeby nie było – nie mam najmniejszego zamiaru doczekać z nim do końca stycznia (a jedynie do niedzieli). Bo i po co? Kupiłam jej przepiękną kawiarkę, w której zakochała się w Neapolu i na którą niemal się tam skusiła. (Na drodze stanęła cena, mocno wygórowana ze względu na turystów.) Kawiarka jest genialna! Ma podstawkę i dwa kraniki, z których espresso od razu leje się do filiżanek, jednocześnie je podgrzewając. Już od samego patrzenia na nią robiło nam się dobrze! Jak się okazało, pod koniec nalewania nieco chlapie, ale to nic. Dzięki temu stoję nad nią, celebrując każdą chwilę tworzenia się tego boskiego napoju! (Aha, bo nie dodałam, że jak już kupowałam kawiarkę dla niej, kupiłam i dla siebie, tyle, że z jednym kranikiem. Aż taka nie jestem, żeby testować prezent przed jego wręczeniem.) I od kiedy ją (je) kupiłam, cieszę się jak dziecko i czekam na niedzielę z większym podnieceniem niż na jarmark bożonarodzeniowy! Wiem, że i moja przyjaciółka oszaleje jak ją zobaczy. Pojutrze! Nie za 120 dni! 🙂

Ale do czego w ogóle zmierzam. Wyznaczyliśmy sobie daty, żeby było łatwiej. Miało wystarczyć pamiętać o dniu w kalendarzu i już. Tyle że przestało to być w wielu wypadkach autentyczne. Pamiętamy, bo trzeba. Nie raz zostawiamy kupno prezentu na ostatnią chwilę (niejednokrotnie, bo zwyczajnie nie znajdujemy wcześniej przestrzeni, by specjalnie czegoś szukać), a potem w nerwach szukamy czegoś, co by się nadało. Nie czegoś, co jest idealne, co do nas zawołała, ale czegoś, żeby było. Oczywiście rozwiązaniem zawsze jest kupno kiedy nas najdzie, kiedy trafi się ten ideał, a danie gdy przyjdzie okazja. Tyle, że w między czasie ulatnia się ta pierwotna radość z jego znalezienia, i w przypadku takich ognisto-powietrznych dusz jak ja, wytraca się właśnie to coś, co stanowi wartość dodaną, czasem o wiele większą niż sam prezent <3

Możliwe, że jesteś osobą, która lubi i której służy tradycja oraz ustalony porządek, i wtedy pomysł na dawanie prezentów jedynie wówczas, kiedy faktycznie się to poczuje, wyda Ci się dziwny. I dopóki ludzie nie wiedzą, jakie są ich języki miłości*, pewnie więcej wyszłoby złego niż dobrego, gdyby wszyscy od tego porządku odeszli. Ale może jest to coś, nad czym warto się zastanowić. Coś, co za jakiś czas, kiedy wszyscy będziemy rozumieli siebie lepiej jako ludzie, da się wprowadzić w życie dla korzyści ogółu <3

*Wspomniane w tekście:

5 języków miłości
Według Garego Chapmana, amerykańskiego psychoterapeuty, pisarza, antropologa i lingwisty, istnieje pięć języków miłości, za pomocą których odbieramy miłość od innych oraz ją okazujemy. Są to prezenty, słowa uznania, pomoc, fizyczny dotyk czy wspólnie spędzony czas. Nasz główny język, którym odbieramy miłość to zazwyczaj ten sam język, którym ją okazujemy. Wszystko jest ok, dopóki ta druga osoba również posługuje się tym samym językiem jako podstawowym. Kiedy jest inaczej, zazwyczaj dochodzi do wielu nieporozumień oraz pobudzenia niefajnych emocji.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *