Pasja Życia

O 5RYTMACH I POZOSTAWANIU W SWOJEJ MOCY

Tańczyć chciało mi się od dawna. Ale nie tak zwyczajnie. Nie tak, jak tańczy się w klubie. Tak całą sobą! Całym ciałem! Z głębokim oddechem, z szeroko otwartymi ustami i oczami, z nieograniczoną ruchową ekspresją! Tak, jakby nikt nie patrzył.

O 5Rytmach słyszałam już dawno temu. I starałam się na nie dojść od dobrych dwóch lat. No ok, może nie starałam się jakoś bardzo mocno, bo inaczej znalazłabym się na parkiecie od razu, ale zawsze było coś innego do zrobienia, córką nie miał się kto zająć, były wyjazdy, na pewien czas w ogóle o Rytmach zapominałam. Jakiś rok temu miałam już nawet postanowienie, że teraz to już idę, bo „przez przypadek” poznałam osobę, która prowadzi 5Rytmów we Wrocławiu, ale znowu coś notorycznie mi wyskakiwało akurat w poniedziałkowe wieczory, kiedy odbywają się zajęcia. 

Sytuacja zmieniła się na początku tego lata, kiedy ponownie usłyszałam o 5Rytmach. Do tego doszła informacja, żeby na tego konkretnego nauczyciela - którego znałam jedynie online - uważać. „Świetnie trzyma przestrzeń, ma dobrą technikę, zna się na rzeczy, ogólnie jest genialny, daje radę przy ciężkich energiach, kiedy wiele wychodzi, kiedy ludzie z siebie wyrzucają, potrafi to wszystko utrzymać, zachować bezpieczeństwo, ale..”.

Oh, jak ja kocham takie informacje! Naturalnie, że mój wewnętrzny Wodnik musiał to sprawdzić! I już kilka dni później stałam na parkiecie, czekając na swoje pierwsze 5Rytmów.

Terapeutyczna przestrzeń, siłownia i taneczny parkiet w jednym. To było genialne! Od tamtego wczesnoletniego poniedziałku staję na nim kiedy tylko mogę. Teraz jest to mój priorytet i sposób najlepszego zadbania o siebie; o swoje emocje, ciało oraz ducha. Bo umysł zostawiamy na boku.

A nauczyciel okazał się tym wszystkim, co o nim mówili. Włącznie z tym nie do końca dopowiedzianym. Świetnie trzyma przestrzeń (jest bezpiecznie, nie pakuje się w czyjeś procesy, pozwala by się działo, ale też jest, jeśli ktoś potrzebowałby pomocy czy wsparcia), genialnie dopasowuje muzykę do energii grupy, ma w sobie ruch i widać, że żyje tym, co robi. A to niedopowiedziane? Ma moc (czytaj: ma kontakt z własną mocą). Czuć jak energia w nim płynie. Prawdziwy tantryk. Transparentny i elektryzujący. Szczególnie dla kobiet, bo mężczyźni zapewne czują go nieco inaczej. Ale dla nas, kobiet... Mmmm... Dotkniesz raz, przytulisz się na powitanie czy pożegnanie i masz wrażenie, że chcesz więcej, że znalazłaś coś, czego szukałaś.

Uwielbiam takich mężczyzn! Świadomych, obecnych i energetycznych. Z ogniem w ciele i duszy. Wymagających. Wiem, że to, co „ma” w sobie, to efekt jego osobistego rozwoju, pracy z energią życiową, kontaktu i poznania własnego wnętrza, wielu godzin w tańcu ze sobą. Wiem, że wchodząc z nim w kontakt, sama muszę być kobietą mocy. W pełni świadomą tego, czego chcę, i gdzie leżą moje granice (bym sama nie skusiła się do ich przekroczenia, bo on w moim kierunku z żadną inicjatywą nie wyjdzie). W pełni połączona ze sobą, by nie przyszło mi do głowy, że to, co czuję w tym niewielkim kontakcie, to coś, co ma on, a czego nie mam ja, że jest mi potrzebny do czegokolwiek poza kreowaniem bezpiecznej przestrzeni.  

5Rytmów to taniec ciała, emocji i ducha; to taniec wglądu, poznania, uwolnienia i transformacji. Ruch, głęboki oddech, dźwięk – to wszystko elementy, które poruszają energię. I tak, poruszyć może się wiele. Ze spraw nowych i bardzo starych, z rzeczy, które są zaraz pod powierzchnią i takich, które od dawna były w nas uśpione pod warstwami codzienności. Jeśli chce się bezrefleksyjnie popodrygiwać, poocierać o inne ciała, zwyczajnie pobawić, idzie się do klubu. Kiedy chce się tańca całym sobą, bycia w ciele, zobaczenia siebie w tym, w czym właśnie jesteśmy, i kontaktu z tą częścią nas, która jest wieczna i w błogości, idzie się na 5Rytmów. A jeśli chce się pozostawać w swojej mocy, za nic w świecie nie należy jej bezmyślnie lub z intencjami otrzymania czegoś w zamian oddawać – ani szefowi, ani partnerowi, ani rodzinie, ani nawet choćby najwspanialszemu na świecie nauczycielowi 5Rytmów.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *