Kochać wielu – bo to własnie oznacza poliamoria – to iść przez życie
z sercem niesionym na otwartej dłoni, to pozwalać sobie na miłość we wszystkich jej przejawach, to doświadczać jej w zgodzie ze sobą,
w poszanowaniu granic tych, z którymi nas połączyła i w zgodzie
z istniejącymi pomiędzy nami umowami.

Już jako nastolatkę zastanawiało mnie, dlaczego posiadanie uczucia do kolejnych osób, czasem kilku jednocześnie, jest naturalne
i w porządku w okresie młodości, ale później należy odnaleźć osobę,
z którą połączymy się do końca życia, i jeśli w tym okresie zapałamy uczuciem do kogoś jeszcze, to już nie będzie w porządku
- wtedy to będzie zdrada, katastrofa i dowód na to, że miłość do tej pierwszej jest nieprawdziwa lub my jesteśmy słabi, za mało zaangażowani czy wypaleni, i związek najprawdopodobniej należy zakończyć. Zastanawiało mnie również, dlaczego kochać wszystkie swoje dzieci równą miłością, kochać na równi swoich rodziców czy przyjaciół,
jest ok, ale znaleźć w sercu miejsce dla jednocześnie dwóch, trzech, czterech mężczyzn czy kobiet to już nie. Już wtedy wiedziałam,
że w tym ogólnie przyjętym założeniu jest coś nie tak, jednak dopiero kontakt z tantrykami uświadomił mi, że nie jestem w tym sama,
a zakochać się to jedno – większość z nas w życiu zakochuje się wielokrotnie i przebywanie w związku małżeńskim, bycie trzymanym pod kluczem czy trzymanie się z dala od „pokus” nie są w stanie temu zapobiec, gdyż chodzi o uczucia – podczas gdy to, co z tym faktem zrobimy, to drugie.

Nie twierdzę, że poliamoria jest lepsza czy łatwiejsza od monogamii, nie uważam też, że jest ona dla każdego. Jeśli jednak czujesz,
że zamknięty związek z jedną osobą sprawia, że się dusisz, odbierając tej osobie możliwość doświadczania Ciebie jako promieniującej, soczystej i pełnej energii istoty, chętnie podzielę się z Tobą wskazówkami, jak najłagodniej wejść w przestrzeń poliamorii.

* * *

ZOBACZ RÓWNIEŻ WPIS NA BLOGU: