Pasja Życia, Relacje

ZBAWIAJĄC ŚWIAT. O POŚWIĘCENIACH, KTÓRYCH SAMI ZAINTERESOWANI OD NAS NIE OCZEKUJĄ.

Od lat oduczam się stawiania innych przed sobą, jako ważniejszych.

A jednak wciąż potrafię wyłożyć się na tym polu, zdając sobie sprawę z tego, co się stało dopiero, kiedy już leżę; z powykręcanymi wewnętrznymi rozbieżnościami nogami, obitą wstydem twarzą i poskręcanym z bólu sercem.

Wiele lat przebywania w określonym środowisku zrobiło swoje. Idea dobra i zła, właściwych, czyli podyktowanych słowem świętych ksiąg, wyborów, powinności oraz misji zbawiania świata cierpieniem, nawet kiedy nie ma się na to cierpienie ochoty (ale trzeba), zakorzeniły się we mnie na tyle mocno, że czasem wciąż zdarza mi się nie słyszeć, że ktoś nie chce być przeze mnie zbawiany. Że ktoś nie chce być na tyle ważny, by dla niego porzucać coś dla siebie ważnego. Że ktoś nie chce być w centrum świata i nie chce być wart składania mu ofiary.

Niedawno miałam kilka takich dni, kiedy dla kogoś byłam gotowa zrezygnować z czegoś dla siebie ważnego. Dla idei, że tym pomogę. Dla przekonania i nadziei, że komuś będzie przez to prościej, lżej, przyjemniej. Zupełnie nie chciałam usłyszeć, że ta osoba tego ode mnie nie chciała, choć słowami wiadomości niemal krzyczała, że nie chce być pępkiem świata i że nie jej ma być dobrze. Ja natomiast, zamiast dać jej w sobie prawo do własnej wizji i zdania, jeszcze starałam się ją przekonać, że jest na tyle ważna, że może chcieć czegoś wyłącznie dla siebie i że ma prawo stawiać warunki, by mieć możliwość to zdobyć. A kiedy nie chciała ich postawić, ja postanowiłam pokazać się jako lepsza, mądrzejsza, ta, która ma w sobie więcej siły, by poradzić sobie ze stratą, i sama zrezygnować ze swojej części. Tak, by dostała swoje i bez stawiania warunków.

Dzień, w którym uświadomiłam sobie, co robię, był strasznym dniem. Bo wiecie. Ja. Ta, która jest świadoma siebie i tego, co robi. Ja, która uważam się za osobę promującą i żyjącą wolnością, i widzącą wolność jako najwyższy przejaw miłości. Ja, która nikogo w niczym nie chce ograniczać i która niemal zawsze stara się zadbać na pierwszym miejscu o siebie, by z pełnego móc dawać innym. Ja zafiksowałam się tak bardzo na innej osobie i na wzięciu na siebie odpowiedzialności za jej szczęście, że prawie uwięziłam ją w swojej własnej wizji tego, co będzie dla niej tym szczęściem. I, co najgorsze, ostatecznie nikomu tym dobrze nie zrobiłam, bo zanim odpuściłam, wszyscy zaangażowani w sprawę czuli głównie ciężar i presję.

Dziś w naszej części świata większość ludzi świętuje Wielkanoc. Dzień radości z powodu tego, że ktoś za sprawą osobistego cierpienia oraz złożenia z siebie ofiary przyniósł światu szczęście. Kilka dni temu natomiast, dokładnie w Wielki Piątek, wypadła Pełnia Księżyca w znaku Wagi, poruszając przede wszystkim temat równowagi w relacjach; w kontekście dawania i przyjmowania, brania i ofiarowywania, zmiany i stabilizacji, wolności i oddania się. I to - w połączeniu z moją osobistą historią - sprawiło, że naszło mnie na rozmyślania.

Bo rozumiem, że kiedy są dwie strony, gdzie jedna chce się poświęcić i druga, która czuje, że chce, by ktoś się dla niej poświęcił, to faktycznie może wyjść z tego wiele dobra. Zastanawiam się jednak, przyglądając się sobie i innym, ile razy poświęcamy coś, co kochamy, co jest dla nas ważne, by zrobić dobrze ludziom, którzy tego nie chcą (nie doceniają lub nie widzą)?

I – a to są już dużo trudniejsze do przyjęcia pytania - jak często wchodzimy w rolę zbawcy nie tyle dla tych, których chcemy zbawić, ile dla własnego lepszego samopoczucia, dla podbicia samooceny, dla zewnętrznej pochwały, i nie tyle z głębi serca, ile ze strachu przed tym, że inni uznają nas za egoistów i/lub zarzucą nam brak poczucia odpowiedzialności czy niewywiązywanie się z obowiązków?

A przecież poczucia radości, miłości i wartości nie da się wtłoczyć w nikogo na siłę, natomiast - cytując słowa przyjaciela z niedawno odbytej rozmowy - to „obowiązkiem każdego człowieka jest wzięcie odpowiedzialności za dążenie do własnego szczęścia.”  

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *