Biała Wiedźma | Wiedźma z Klasą!

PRZERYWAJĄC MILCZENIE – HISTORIE PORODOWE – NAJGORSZA W ŻYCIU NOC

Najgorsza w życiu noc.

Głupio tak powiedzieć o nocy, podczas której narodziło się piękne i zdrowe dzieciątko. Moja córeczka, którą kocham ponad wszystko i za którą poszłabym w ogień.

O takich rzeczach niemal się nie mówi, a na pewno nie głośno. Nie wypada, bo co ludzi powiedzą. Co ja sama o sobie pomyślę.

Takie sprawy należy przepłakać i nie histeryzować. Przecież każdego dnia rodzi tysiące kobiet. W dużo gorszych warunkach, w tragicznych sytuacjach, postawionych przed łamiącymi serce wyborami.

Łatwo tu o racjonalizację. Szkoda tylko, że ona ma się nijak do kłębiących się brzuchu emocji. Logiczne argumenty może zamykają im usta, może tłumią krzyk, ale nie, absolutnie ich nie rozpuszczają.

W czym właściwie twi problem?

Urodziłam przecież naturalnie. Trochę po terminie, ale nie za dużo, bo lekarze zadbali, by na czas zmusić moją szyjkę macicy do rozwarcia (mało przyjemne, ale skoro lekarze uznali, że potrzebne…). Leżałam w pięknej, sterylnej sali o białych ścianach, które miały dawać mi poczucie bezpieczeństwa. Może czułam się samotna, jak nigdy dotąd, przerażona i kompletnie zdruzgotana (wiele spraw złożyło się na taki mój stan), ale za to pomieszczenie było ogromne i miałam tak dużo wolnego miejsca. No i byłam pod opieką kobiet naprawdę dobrze przygotowanych do swojej pracy – tak dobrze, że momentami miałam wrażenie, że mówi do mnie automat. Wiedziały dokładnie, co i jak mam robić. Lub co mi należy zrobić. Nawet, kiedy wypadało spuścić ze mnie wody…

Jestem szczęśliwa, że mam swoją ukochaną córeczkę; że przyszła na świat zdrowa i jest jedną z najbardziej pogodnych osób, jakie znam. Cieszę się, że mogłam urodzić ją w tym, a nie innym kraju, a najbardziej, że już po 12 godzinach mogłam być z nią w domu (wypisałam się na żądanie). A jednak  od dokładnie 3 lat noszę w sobie niesamowity ból, z którym wciąż na nowo podejmuję pracę. Systematycznie uwalniam go, a potem obserwuję jak się odradza. Odkrywam nowe jego pokłady, nowe poziomy, nowe przesłania, które ze sobą niesie.

Do porodu nie przygotowałam się tak, jak powinnam, więc nie mam kogo winić za to, co w trakcie 33 godzin jego trwania zadziało się w mojej psychice. Miałam dobrą teorię, ale praktyce nie poświęciłam tyle czasu, ile powinnam, bo wydawało mi się, że mi nie jest to potrzebne. Później uczestniczyłam aktywnie w ciąży oraz porodzie przyjaciółki i wiem, że gdybym teorię przełożyła na praktykę, inaczej wyglądała by tamta noc, a ja nie z bólem, ale z pełną radością świętowałabym każde urodziny swojej małej księżniczki.

Wiem, że nie jestem w tym sama. Wiem, że wiele kobiet cierpi i przeżywa swoje małe i wielkie tragedie w godzinach, które powinny stanowić czas cudu i swoistej ekstazy. A potem w milczeniu noszą je w sercu, w obawie przed oceną innych, w przekonaniu, że nie znajdą wsparcia, którego potrzebują. Wiem też, że najczęściej to same kobiety – te starsze, te bardziej doświadczone, te, które już wiedzą - okazują innym kobietom brak zrozumienia, a sam temat okrywają zasłoną milczenia lub pięknymi kłamstwami.

Ja pragnę być jedną z tych, które to milczenie przerywają. Dla siebie - by móc dalej uzdrawiać swoje własne rany. I dla innych - by kobiety szykujące się do porodu po raz pierwszy wiedziały, że stoi przed nimi duża praca do wykonania, ale też żeby miały świadomość, iż nie są same w tym, co dzieje się w ich wnętrzach i że mają prawo czuć to, co czują.

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.