Biała Wiedźma | Wiedźma z Klasą!

TAROT – po co, dla kogo i czy aby na pewno dla Ciebie…

Pierwsze spotkanie z tarotem

Kiedyś bałam się kart do wróżenia. Dawno, dawno temu wmówiono mi, że są one narzędziem Złego, a że umysł nastolatki spragniony był jasnych wyznaczników, co jest dobre, a co nie, głoszone prawdy padły na podatny grunt. I to przekonanie tkwiło we mnie do momentu, kiedy wiele lat później, już jako dorosła osoba, zobaczyłam dwuletnie dziecko bawiące się talią tarota znalezioną na stoliku rodziców.

Obserwowałam je przez dłuższą chwilę; to, jak wyciągało kolejne karty, oglądało je i starannie wsuwało na miejsce, choć ich plik ledwie mieścił się w jego małych rączkach.

W tym zajęciu nie było napięcia i nie dało się wyczuć ciężkich energii. Była za to lekkość, uśmiech i przyjemność.

– Te karty nie mogą być złe same w sobie. – pomyślałam. – Ostatecznie to przecież tylko kartki z obrazkami.

Moc ukryta w kartach

Karty z obrazkami. Tylko i aż. Same w sobie nieposiadające mocy, chyba że ktoś postanowi je tą mocą natchnąć.

Jak ze wszystkim.

Jeśli mocno się na czymś koncentrujesz, nadając temu jakieś znaczenie, w końcu zaczyna się ono materializować. Staje się namacalne, następuje wyczuwalna zmiana. Kiedy koncentruje się na czymś wiele osób, proces jest szybszy, a efekty bardziej wymierne. W ten sposób posiadacz kart może stworzyć z nich narzędzie, którego moc będzie wyczuwalna nawet przez innych, jednak jest to moc posiadacza, nie samych kart.

Czysta, świeża, pachnąca drukarnią talia jest niczym innym jak zbiorem obrazków, które choć pokazać mogą wiele, nie pokażą nic, jeśli nie ma kto na nie spojrzeć i ich znaczenia odczytać.

Głos intuicji

Kartami posługuję się od 8 lat i choć zaczynałam od tradycyjnego tarota, bardzo szybko przestało mieć znaczenie, jaką talię trzymam w dłoni. Przez dwa lata zapoznawałam się z kartami, z pierwszą talią, jaką zakupiłam, identyczną z tą, którą tamtego dnia zobaczyłam w dłoniach dwulatka. Od czasu do czasu obwąchiwałam ją, przeglądałam, medytowałam nad nią i czytałam o znaczeniu poszczególnych kart. Po dwóch latach nagle załapałam. Coś zakliknęło. I już nie potrzebowałam podpierać się internetem czy książkami, przestało też mieć znaczenie czy w dłoniach trzymam tradycyjną talię czy jakąkolwiek inną. Nie dlatego, że odkryłam w sobie dar lub że wystarczająco dużo się o niej dowiedziałam – dlatego, że w końcu mój wątpiący umysł został uśpiony, a ja w warunkach pełnego relaksu i jedności z przyrodą (mieszkałam wówczas chwilowo na obrzeżach szwedzkiego lasu) otworzyłam się na głos intuicji.

Wyrok z możliwością apelacji

Tarot może pomóc rozjaśnić przeszłość, zrozumieć teraźniejszość i zajrzeć w przyszłość. Wiele osób przychodzących na sesję tarota najbardziej obawia się tej ostatniej.

- A co jeśli tarot pokaże mi coś, czego nie chcę zobaczyć i czego nie będą w stanie już zmienić? Czy nie lepiej pozostać w nieświadomości i nie zadręczać się tym, co i tak nieuniknione?

Przygnębiająca byłaby to wizja, gdyby wszystko było dla nas z góry zaplanowane, nie prawdaż? Coś jak w filmie „Oszukać przeznaczenie”, w którym pomimo usilnych prób, nie udaje się wymknąć śmierci tym, dla których została ona zaplanowana.

Głosy wielu znawców tematu, a także moje własne doświadczenie szczęśliwie pokazują jednak, że prawda  wygląda zupełnie inaczej. Że choć trudno zmienić wizję, która pojawia się w kartach, to jednak jest to możliwe, gdyż karty pokazują nie tyle zaklepaną przyszłość, ile najbardziej możliwą wersję zdarzeń, spoglądając z perspektywy chwili obecnej. Mówiąc innymi słowy, zapisana dla Ciebie przyszłość widoczna w kartach jest ni mniej ni więcej, jak tylko konsekwencją wibracji, jakimi w danej chwili emanujesz. [Wibracje to utrzymujące się przez dłuższy czas i świadomie bądź nieświadomie pielęgnowane emocje, wynikające z wałkowanych w głowie tematów.]

Ja sama lubię patrzeć na karty jak na znaki drogowe. To że znak na drodze mówi ‘ustąp pierwszeństwa przejazdu’, a Ty bez zwracania na niego uwagę, z rozpędem wjedziesz na główną drogę, nie oznacza, że musi dojść do kolizji. A jednak prawdopodobieństwo, że do kolizji nie dojdzie, jest o wiele większe, jeśli znak zauważysz i dostosujesz się do jego zaleceń.

O co pytać?

W kartach można sprawdzić niemal wszystko, choć pytania na ‘tak’ lub ‘nie’ wbrew pozorom są tymi należącymi do najtrudniejszych. Dlaczego? Gdyż w zależności od przyjętej perspektywy, odpowiedź może być raz taka, raz taka.

- Czy ten związek będzie dla mnie dobry?

Nie, jeśli spojrzeć z perspektywy Twojego osobistego poczucia szczęścia w następnych dwóch latach, bo facet będzie cię zdradzał, będzie pił i bił. Tak, jeśli spojrzysz z perspektywy osobistego rozwoju, gdyż kontrast pragnień i doświadczanej rzeczywistości pomoże ci przepracować pewne tematy, uwolnić się od powielanych schematów oraz z nieznaną wcześniej siłą połączyć się z pragnieniami, które w końcu będziesz w stanie spełnić.

W pracy z tarotem osobiście najbardziej lubię przyglądać się różnym opcjom i temu, jak będzie wyglądało moje życie, jeśli na którąś z nich się zdecyduję. Jak będę czuła się, jeśli wybiorę opcję 1, 2 lub 3? Jeśli zdecyduję się na opcję 1, 2 lub 3, jak będzie wyglądała za rok moja sytuacja finansowa, uczuciowa, rodzinna i gdzie będę jeśli chodzi o mój rozwój osobisty i rozwój kariery?

W tarocie sprawdzam więc wszelkie ważniejsze decyzje przed ich podjęciem: potencjalnych partnerów (zalety, wady, dopasowanie itp.), nowe miejsca pracy (czy będzie mi dobrze, czy będę zadowolona z kasy, czy będę mogła się rozwijać), zatrudnianych pracowników (czy wpasują się w grupę, jakie będą stwarzać kłopoty, czy po kilku miesiącach nie zaczną chorować) itp..

Przyszłość w naszych rękach

Pracując z tarotem staram się nigdy nie patrzeć za daleko w przyszłość. Tylko na specjalne życzenie - i z przypomnieniem, że to długi czas i wielka ilość poważnych wyborów, które mogą zmienić widziany w danej chwili kurs - zaglądam dalej niż na dwa lata w przód. Kiedyś usłyszałam o tej zasadzie od pewnej tarocistki i bardzo mocno ze mną zarezonowała (przede wszystkim wydając mi się dosyć racjonalną). Do tego dochodzi fakt, że w przypadku osób, które intensywnie pracują nad własnym rozwojem, tarot jest raczej pomocą i drogowskazem niż wyznacznikiem czegokolwiek – trudno przewidzieć bowiem ścieżkę osoby, która na bieżąco kreuje swoją rzeczywistość, wprowadzając w życie marzenia, a następnie poprawiając to, co jednak jej nie przypasowało.

Z tego względu zawsze trudno mi odpowiedzieć na pytanie zainteresowanych sesją osób „Czy Pani taroty się sprawdzają?”.

Z jednej strony chciałoby się powiedzieć ‘tak’, wiedząc, że dla osoby niewgłębiającej się w temat będzie to oznaczać, że jestem dobra. Z drugiej strony część moich tarotów się nie sprawdza, z czego jestem niesamowicie zadowolona. Jakim cudem? Ponieważ dużo większą frajdę robi mi praca z ludźmi świadomymi, którzy przychodzą po konkretne informacje, a następnie zmieniają w wywróżonej przyszłości to, co im się nie podoba. Takich ludzi lubię przyciągać najbardziej, ciesząc się wraz z nimi, gdy po jakimś czasie wracają, by opowiedzieć, jak udało im się uniknąć kłopotliwych sytuacji lub nie popaść w tarapaty źle lokując swoje uczucia.

To, co dla jednych może wydawać się porażką, dla innych może się jawić jako prawdziwy sukces… 🙂

Kto skorzysta?

Kto więc na tarocie może skorzystać?

Właściwie każdy, kto skorzystać pragnie.

Jedni przychodzą, by potwierdzić coś, co i tak w głębi siebie wiedzą, inni, by wybrać najlepszą z dostępnych opcji, jeszcze inni, by dowiedzieć się, jakie potencjalne przeszkody mogą pojawić się na ich drodze, by w razie ich pojawienia się, z większą łatwością móc je ominąć. Przychodzą osoby zupełnie nieobeznane z tematem i takie, które same zajmują się dywinacją. [Jeśli sprawa zbyt angażuje emocjonalnie, powstaje ryzyko nieświadomego wpływania na odczyt kart.] Niektórzy przychodzą, by zapytać o kierunek duchowego rozwoju, o prawdziwe - te najczęściej niewykrywane przez lekarzy - powody zdrowotnych problemów, by sprawdzić czy zatrudniany pracownik po kilku miesiącach nie wyniesie im z kasy firmowej gotówki lub czy dana inwestycja ostatecznie się opłaci. Ludzie przychodzą, by rozjaśnić sprawy, zrozumieć sytuacje, w które zostali wciągnięci lub sami się wmieszali, by zyskać pomocne wskazówki. Przychodzą, by zapytać o siebie bądź najbliższych, by uciszyć obawy, a czasem zwyczajnie, żeby się wygadać, bo wiedzą, że osoba po drugiej stronie talii niemal na pewno będzie uważnie słuchać.

Pod przykrywką wróżenia

Dla mnie samej karty są przede wszystkim idealnie do mnie dopasowanym narzędziem wglądu w siebie. Same w sobie są fascynujące. Opowiadają historie, poprzez nie ucząc, prowokując do działania, pobudzając do refleksji. Korzystam z nich, bo obraz i dotyk pobudzają mój wewnętrzny płomień bardziej niż inne zmysły, ale również ponieważ sesje z ich udziałem przyciągają do mnie ludzi, dla których – podobnie jak w moim wypadku – rozwój osobisty nierozerwalnie łączy się z rozwojem duchowym. Wykorzystuję więc karty jako bazę do rozmów o życiu, do odnajdywania ludzkich pragnień, do wynoszenia na powierzchnię niespełnionych marzeń i do dodawania odwagi w ich spełnianiu. Oprócz przekazywania treści, które ukazują mi się poprzez obraz, mogę więc podzielić się swoją energię, pozytywnymi doświadczeniami i wibracjami, które wydają mi się służyć innym w dużo większym stopniu niż jakiekolwiek słowne mądrości. Kto u mnie był na sesji, może o tym zaświadczyć 🙂

Nic na siłę

Na tarota nigdy nie namawiam. Uważam, że to trzeba czuć i tego chcieć. To jest kwestia czystej energetycznej wymiany – Ty pragniesz odpowiedzi na swoje pytania i jesteś gotowa/-y wymienić te informacje na określoną sumę pieniędzy, ja natomiast potrzebuję pieniędzy do życia i jestem gotowa ci pomóc wykorzystując narzędzie, którym nauczyłam się posługiwać. Energia musi jednak płynąć swobodnie. Jeśli jest walka lub opór, oznacza to dla mnie, że nie jestem we właściwym miejscu, właściwym czasie lub z właściwą osobą. To natomiast znaczy, że najpewniej Ty marnujesz swoje pieniądze, a ja swój czas i życiową energię.

A po co?

W moim świecie przewodnim celem ludzkiego życia jest doświadczanie miłości, przyjemności, radości, piękna i wolności rozwoju w obranym przez siebie kierunku. Jeśli sesja tarota nie daje Ci przynajmniej części z tych doświadczeń, to najwyraźniej nie jest na niego ani czas ani miejsce. Może lepiej wybrać się wtedy do psychologa, coacha lub porozmawiać z przyjaciółką czy z bogatą w życiowe doświadczenie ciocią.

*  *  *

ania-o-sesji-tarota-ze-mna

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.